Skip to content

„De profundis”, 1.

1.

chór:

z głębokości wołamy do ciebie panie
dzień wtedy był jasny i słoneczny nic nie zapowiadało

tego że zaczną trząść się posady starego domu i ściany
chwiać w konwulsyjnych ruchach o których nie doniosła
żadna z gazet sprzedawanych przez brudnych chłopców

tę historię opowiedziały nam po prostu nasze matki
małe proste kobiety nie chciały nikogo więcej niepokoić
tym co się być może w ogóle nie zdarzyło ale mimo to

pamiętamy dokładnie wszystko każde zdarzenie
kolor na zamazanej czarnobiałej fotografii w porzuconych
podczas ucieczek za szeregami i oddziałami dzikich mężczyzn

walizkach zakopywanych przez nieznajomych bali się
czy fotografie zrobione przez jakiegoś nieznajomego nie
powiedzą za wiele i czy nie napiszą gazety

kolejny przykład na bestialstwo bezduszność i konflikty
między członkami tego jednego odwiecznego i
wspólnego narodu na wspólnej ziemi a przecież jedno

przegryzione przez dzikie psy ciało spalonej dziewczynki
nie robi różnicy powie stara kobieta w brązowej chustce
wysiadując kolejne takie same minuty na ławce przed domem

który kiedyś należał pewnie do kogoś innego ale to nie robi
różnicy tak samo a to jedno zdanie ożywi nagłówki tanich
gazet ekspresów nowych wieści i kurierów wzbudzając
sensację którą już dawno przestała nią być ale może

powinniśmy od początku od początku zacząć wypisać
po kolei wszystko wydarzenia uszeregować w ścisły
plan jak w szkolnym wypracowaniu ale nie ma

kto tego zrobić wszystkie tamte dzieci już dawno

zginęły a nam zostały tylko słabe niewyraźne artefakty
fragmenty zdjęć na których nie widać niczyich
twarzy protokoły z zamazanymi nazwiskami
akty zgonu bez przyczyny i daty śmierci

na którą zostaje nam tylko czekać ściany jak
się chwiały tak się chwieją a teren został przeznaczony
na rozbiórkę urzędowe zawiadomienie dnia tego i tego
o godzinie tej i tej wjadą na teren nadpalonych domów

ciężkie maszyny i dokonają wyburzenia z powodów
formalnych i nowego zagospodarowania terenu jakby
to wszystko się nigdy już dawno nie zdarzyło

czy już nie pora zaczynać czy nikt nie zacznie
antyfony na nasze wejście chociaż siedzimy
tu już od dawna bez prawa na rozłączenie się
ani zmianę adresu zameldowania bo to

wtedy wszystko tam o tej i wtedy potem
tamto i o tej wtedy i to wszystko było
tak a nie tak i dlatego już czas zaczynać

by wszystko jeszcze raz w naszym małym
święcie takim skromnym nabożeństwie
by to wszystko od początku mówić

i mówić i mówić
i jeszcze raz
od początku
i jeszcze raz
i mówić
mówić
i

listopad 2011

Skomentuj jako pierwszy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *