Skip to content

Księgarnia

1. 

Wszedł do środka, ale zupełnie nie wiedział, po co. Zaczynała się jesień – delikatnymi mgłami, labiryntami spadających liści, lepkimi od błota kałużami. Szara smuga papierosowego dymu unosiła się łagodnie do góry, jak opary zapomnianego kadzidła. Na ulicach było coraz więcej ludzi – wracali do pracy, opuszczeni przez ciepło poprzednich miesięcy i do końca utwierdzeni w przekonaniu, że tak naprawdę nic się nie zmieni, a ostatecznie czeka na nich tylko mrok wrześniowego wieczoru.

2.

Zaczął przemykać pomiędzy wąskimi ścieżynkami, wśród ciasno ustawionych stołów i regałów. Oczywiście, nie przyszedł po nic konkretnego, tylko dosyć tępym wzrokiem wodził po nazwiskach poetów, których obiecywał sobie przeczytać. Pamiętał pojedyncze cytaty, które gdzieś znalazł, albo które ktoś mu powiedział. Odczuwał wtedy jakiś krótki moment zachwytu, jasności, tego, że w tym zdaniu zawarta jest cała kwintesencja czegoś, czego nigdy nie umiał nazwać, a co wydawało mu się bardzo ważne. Niedawno poczuł, że kiedyś umrze, i udało mu się połączyć te fakty. Jego śmierć nie dawała się opisać, nie chciała być nazwana, uciekała jak płochliwe zwierzątko – z dziesiątkami zapomnianych fraz.

3. 

Gdzieś w dziale antropologicznym zobaczył młodą kobietę – mogła być w jego wieku, może o kilka lat starsza. Ubrana w czarny płaszcz, z dekadencką manierą przeglądała leniwie książki. To irytujące, na poły ironiczne zblazowanie mówiło mu, że może jest zdystansowaną humanistka, albo, co gorsza, artystką. Poczuł jednak, że nieuchronnie znalazł się w jej polu grawitacyjnym, nie mogąc oderwać od niej swojego wzroku. Pokracznie wszedł w labirynt regałów, by nie zostać zauważonym i, jakby w oniemiałym śnie, patrzył.


 4.

Chciał do niej podejść, spojrzeć bliżej w twarz o harmonijnych, wyniosłych, niekiedy delikatnie niepokojących, jak odzywające się w orkiestrze tremolo altówek, rysach twarzy. Pomyślał jednak, że przecież to by było zbyt proste, oczywiste, kazało przyjąć rolę bohatera taniego romansu. Ale z drugiej strony – czy lepsze było myślenie o śmierci? Przecież zaczynała się jesień, a wtedy wszyscy myślą o śmierci i mają depresję. Siedzą w parku, palą wiśniowe papierosy (bez przesady, świat nie jest dobry, ale nie na tyle, by odmawiać sobie snobistycznych przyjemności), i myślą, że życie jest złe, bo ona milczy, a przecież powinna napisać. Potem wypijają w pięć osób jedną butelkę wina i kolejny dzień spędzają na dumnym rozgłaszaniu, że upili się do nieprzytomności. Przecież nie chciał być zaliczony pomiędzy nich.

5.

No dobrze, podejdzie do niej, ale co wtedy? Tkwiła w nim pewna nadzieja, że dziewczyna odpowie na jego spontaniczność, pójdzie z nim na kawę, a może nawet do łóżka. A co potem? Zawsze, gdy było już po wszystkim, czuł do siebie zażenowanie, połączone z gorzkim rozczarowaniem: ale zaraz – to już po wszystkim, i to miało być to wielki przeżycie, pokonanie śmierci, odwieczny popęd? Siadał na łóżku, ukrywał twarz w dłoniach i orientował się, że jest cały spocony i zdyszany. Patrzył na kobietę – z mokrym, brudnym ciałem, krzywo leżącą, może chrapiąca przez ciężki sen. Małe, bezbronne, ale zwierzątko. Przecież kiedy sączyła czerwone wino i delikatnie paliła papierosa, wydmuchując przymkniętymi ustami strużki dymu, w ogóle się tego nie spodziewał. Wie, jak się skończy, ale oszukuje się: może teraz będzie inaczej. A jednak ile już razy nad ranem myślał: czy jak się kogoś nie kocha, nie powinno się nie doczekiwać poranka, wychodzić od razu po wszystkim? Może jedno mocne trzaśnięcie drzwiami uwolni oboje od gorzkiego poczucia obrzydzenia i świadomości, że to jednak tak właśnie się kończy..

6. 

Nie podchodził więc, a tym czasie tajemnicza kobieta zbierała się już do wyjścia. Była już na tyle blisko niego, że mógł poczuć ostry zapach jej perfum. Ale nie odważył się spojrzeć w jej twarz – może po prostu nie chciał, by ich wzrok się spotkał, może zaczęłaby się jakaś niezręczna rozmowa, ona zorientowałaby się, że na nią patrzył, zacząłby się pokrętnie tłumaczyć, i w jednym momencie całe niedopowiedzenie sytuacji zamieniłoby się w banał słowotoku, a drżące od napięcia powietrze rozlałoby się powolnymi falami. Wyszła, a on już był gdzie indziej, przeglądał jakąś przypadkową książkę, by nie ulec taniej pokusie.

7.

Po chwili uświadomił sobie, że ktoś odtwarza przed nim zmieniony film z jego pamięci, inni aktorzy odgrywają ten sam scenariusz. To już kiedyś mu się zdarzyło. Wtedy to był ktoś inny – znał ją bardzo dobrze, wszystko miało do tego prowadzić, już chciał się zbliżyć, za chwilę miał poczuć jej oddech na swoim policzku, ale w ostatnim momencie wycofał.się. Nie próbował sobie odpowiadać dlaczego, bo nigdy tak naprawdę tego nie żałował, był zadowolony, jak to wszystko się potoczyło. Ale został w nim może nie żal, ale ciekawość tej nigdy niezaistniałej potencjalności. Było już późno i naprawdę nie warto było o tym myśleć. Przed chwilą zobaczył, jak na kinowym ekranie, swojej własne niespełnienie i, na przekór temu, jak gdyby nigdy nic, wyszedł z księgarni na zimne ulice miasta.

Skomentuj jako pierwszy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *