Skip to content

[w samym najgęstszym środku nocy], fragment lipcowy

w samym najgęstszym środku nocy
cudem uratowani: samozwańczy skazańcy
zbyt słabi, aby zdecydować się na wykonanie wyroku
w oczekiwaniu na cud, że śmierć przyjdzie sama,
wzywana przez mgły niewyraźnych wspomnień

tak, to my – naszym największym grzechem narodziny
od początku obarczone winą trwanie w widmach snach
czemu życie przeraża nas tak bardzo swoją materialnością?
twarda substancja o fakturze chropowatego kamienia
ale przecież powiedział;

ty jesteś skałą – hymny dla tych co uwierzyli
kłamcom wymyślającym świat od nowa
z jedną możliwą drogą do końca na której
czeka wielki nieistniejący zapraszający do pustego domu:
zostańcie wy, którzy żyjecie, albowiem będziecie pochowani

próbowałem już wielokrotnie – ratowany sidłami chłodnej
racjonalności i refrenem: jest jeszcze szansa poczucie
ostateczności sprawiało, że ręce drżały niezdolne
wykonać decydujący ruch, by
żyć własną śmiercią

zostań jeszcze trochę krzyczeli wszyscy ostrymi głosami
ale na szali przeważyła cicha lista oskarżeń – chęć
spisania snów i zamiany ich w życie (mrzonki młodego
nieszczęśnika), decyzje o ucieczce od świata trwałego
i ciasnego w swoich jasno wyznaczonch granicach, umiłowanie
kłamstw i trwania, nie tak jak się powinno, jak mówili
inni obcy

przyznaję się do winy, ale opóźniam wykonanie wyroku
tylko szklisty strach w oczach, jak uciec by nikt
nie zauważył, by moja krucha materia nie rozbiła się
na tysiąc krwawych kawałków poczekaj
(mówi jakiś nieznany wewnętrzny głos) jeszcze

chwila, a odejście przyjdzie samo, ręce jeszcze
nie gotowe, krew zbyt gorąca do schłodzenia
jeszcze trochę: teraz zaśnij, tylko wtedy
może przyjść zimne ciepło luster końca
w mgłach niewyraźnych widziadeł

w samym najgęstszym środku nocy

lipiec 2013

Skomentuj jako pierwszy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *