Skip to content

Michał Zdunik Wpisy

„szczegółowa teoria życia i umierania”, Teatr Polskiego Radia – premiera słuchowiska

Zapraszam serdecznie na prapremierę słuchowiska „szczegółowa teoria życia i umierania”, które powstało na podstawie mojego dramatu i które miałem przyjemność reżyserować w Teatrze Polskiego Radia. Program I, 2 września 2018, godz. 21.00.

Czytaj więcej „szczegółowa teoria życia i umierania”, Teatr Polskiego Radia – premiera słuchowiska

Komentowanie wyłączone

„Świadkowie albo nasza mała stabilizacja” w Radomsku

W Radomsku, podczas Różewicz Open Festiwal, zaprezentowaliśmy spektakl „Świadkowie albo nasza mała stabilizacja” w mojej reżyserii, wyprodukowany w OPT „Gardzienice”. Bardzo dziękujemy za ciepłe przyjęcie. To już nasza druga wizyta w Radomsku: rok temu, pokazaliśmy tam przedstawienie „Matka odchodzi”. W linkach poniżej informacje o wydarzeniu i fotografie z przedstawienia:

http://www.rozewiczopen.pl/

http://radomsko.naszemiasto.pl/artykul/rozewicz-open-festiwal-radomsko-2017-spektakl-opt,4269926,artgal,t,id,tm.html

Komentowanie wyłączone

Symfonia w pięciu częściach. Cykl wierszy

1. moderato: preludium

pierwsze takty: tempo spokojne, miarowe kroki uderzają
ćwierćnutami o bruk pasaże głosów ozdobniki oddechów
łagodne tryle dziecięcego śmiechu – miasto żyje brzmi i gra
w kawiarnianych szybach spojrzenia i twarze przerwane wpół
frazy rozmowy – niepokojąca dominanta bez rozwiązania: tu

zaczyna się podróż, raczej spacer, ulicami w których można się
zgubić – jak muzyk, który w żywiole improwizacji nie umiał
odnaleźć tonacji właściwej, zapomniał ciała i uciekł ponad
przestrzeń dźwięku. Milcząco wyszedł z koncertowej sali

wiedząc, że nie ma dla niego nadziei – zobaczył, gdzie
kończą się słowa, a zaczyna mrok. Kolejny krok między
akordami kamienic – chodniki chropowate harmonie
odbijają echem głos pusty uciekający w kryształowym pianissimo
ostatnie pasaże w górę miast ulic i klawiatury – tempo miarowe

i znika dźwięk, a za nim świat powoli gaśnie i milczy
jeszcze brzmią akordy – to nic, to echo tonie Czytaj więcej Symfonia w pięciu częściach. Cykl wierszy

Komentowanie wyłączone

Uruchomienie nowej strony internetowej

Szanowni Państwo,

uruchomiłem nową stronę internetową. Dawna – dostępna pod adresem: http://zdunik.blogspot.com/ – będzie aktywna, ale zaprzestaję jej uaktualniania. Wszelkie nowe materiały i teksty literackie będą zamieszczane pod tym adresem. W razie wszelkich pytań proszę o kontakt.

Serdecznie pozdrawiam –

Michał Zdunik

Komentowanie wyłączone

Listopad, 2016

Już wszystko skończone, zamknięte, stracone. Skończ z tym patosem, przesadzasz, nic się nie dzieje. Dzieje się – co – wszystko? Nie rozumiem, ja też nie. Jest ciemno, prawie noc, juz noc. Zanurzamy się w mrok. Prawię cię już nie poznaję, ale wiem, że jesteś. Nie znam twojej skóry, ale czuję jej drżenie i perlistość. Nie odchodź, proszę, nie odchodź. Ulice miasta, arterie krwi samochodów ludzi spojrzeń, a dzisiaj zupełnie sami, opuszczone cielsko olbrzyma. Zostań u mnie, choćby na chwilę, choćby wszystko przestało istnieć/ Pustka. Czytaj więcej Listopad, 2016

1 komentarz

Kwiecień (2016)

A kolejnym krokiem będzie ciemność. Nie musisz, tylko po po prostu zostań ze mną jeszcze na chwilę, tutaj. Nie mam już siły, naprawdę. Wytrzymam jeszcze tylko jeden dzień, jedną noc, a potem odejdę. / Ale to przecież tylko zmęczenie. Wyśpisz się, i wszystko będzie tak jak dawniej. / Nie, nic już nie będzie. Powiedziała dotknij mnie, mam miękką i jasną skórę, oczy, które dawno nikogo nie widziały, głos, który do nikogo nie mówił od wielu tygodni. / Miasto było ciemne i odchodziło, po ulicach błąkali się ostatni straceńcy nocy – to już! – to już! – to już! – to ta chwila – nie, ja nie jestem jeszcze gotowy, poczekaj chociaż trochę – tyle zostało do powiedzenia, w końcu trzeba ze wszystkimi się pożegnać, napisać drżącą ręką listy, na których nerwowe linie śmiertelnego pisma układają się w żałobne fale. / Wiem, że popełniłem błąd. – Czytaj więcej Kwiecień (2016)

Komentowanie wyłączone

Park

1.

Wracał. Zawsze wracał. Ciągle powtarzał sobie – już nigdy, to ostatni raz, ale nie mógł przestać. Wchłaniało go aż to samych głębin jego pamięci, nie pozwalało się uwolnić. Dlaczego więc wtedy był przekonany, że uda mu się z tym skończyć, ze następnego powrotu nie będzie?

A jednak, jak w tamten dzień przekraczał bramę parku – jak setki, tysiące razy – wiedział, że granica nieznanego, którą zawsze bał się przekroczyć, będzie ostatecznie zniesiona. Ale przecież nic tego nie zapowiadało. Słońce chyliło się ku zachodowi. Mrok powoli rozlewał się w parkowych alejkach. Latarnie mdłym światłem delikatnie rozświetlały kamienne dróżki, zanurzone w morzu zgniłych liści. Stawiał kroki powoli, prawie dostojnie, nigdzie się nie spiesząc. Skoro nikt na niego nie czekał, miał dużo czasu. Samotność przeżywana wśród ludzi, nawet jeśli to ostatni, zagubieni gdzieś spacerujący, ma w sobie posmak elitarnej egzaltacji: oto idę sam, bo chcę, nie wstydzę się tego, no bo przecież do życia absolutnie nikt nie jest mi potrzebny. Co więcej, takie przemierzanie pozwala na staranne namalowanie, jasnymi, jednoznacznymi barwami portretu pesymistycznego artysty, którego jedynym towarzyszem jest własny geniusz. Nic to, że to była tylko próba wyłowienia się z głębokiego morza rozpaczy. Ale przecież inni nie musieli, nawet nie mogli o tym wiedzieć. Czytaj więcej Park

Komentowanie wyłączone